wtorek, 5 sierpnia 2014

Co mnie irytuje w: perfumeriach stacjonarnych

Perfumerie stacjonarne - ekskluzywne, niszowe, sieciowe. Wszystkie oprócz perfum łączy jedno - irytują. O dziwo, bez względu na status perfumerii - w większości przypadków są to te same czynniki i to o nich będzie dzisiejszy, wylewający wiele żółci post. Zanim jednak zacznę, chcę pragnę zaznaczyć, że takie same problemy spotykały mnie nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji. Nie chciałabym zrzucać winy na polską mentalność czy PRL-owską obsługę klienta, gdyż negatywne (choć pozytywne oczywiście też) wspomnienia mam nie tylko z polskich perfumerii. 

1. Ekspedientki wiedzą lepiej co mi się podoba. Gdy w sklepie ktoś mnie zaczepia, chce mi pokazać jakąś nowość - jeśli akurat się nigdzie nie spieszę - daję się namówić na prezentację nowych kosmetyków, wszak nigdy nie wiadomo, a nuż coś mnie zaciekawi. Wyjątek stanowią perfumy - staram się być na bieżąco ze wszelkimi nowościami i zazwyczaj, gdy ekspedientka chce mi jakąś "nowość" zaprezentować, to mam już dawno te perfumy przetestowane albo i kupione (pozdrawiam panią, która chciała mi pokazać "absolutną nowość" - Sexy Amber Korsa, które stały na półkach tej perfumerii od dobrych 6 miesięcy). Jeśli zdarzy się wyjątek i zapachu jeszcze nie znam, w 9 przypadkach na 10 rozpoczynam drogę przez mękę. Sęk w tym, że lubię pachnieć wyraziście - nie jestem ortodoksem, nie ograniczam się do niszy, nie tępię jakichś konkretnych nut zapachowych. Jeśli jednak zapach jest delikatny - od razu tracę zainteresowanie i odbywam rytualny dialog z ekspedientką:

E: i jak podobają się perfumy?

J: niestety są zbyt nudne/zbyt delikatne/zbyt niemrawe

E: tak ma być! Teraz wszystkie panie takie kupują/Taka moda/Idealne dla młodych dziewczyn\kobiet/Idealne na wiosnę\lato. No proszę powąchać jakie piękne/lekkie/świeże/dziewczęce/urocze.

J: dziękuję, wolę np. coś w rodzaju Organzy/Womanity/Aliena/Słonia Kenzo - może coś takiego pojawiło się wśród nowości?

Gdybym dostawała złotówkę za każdą niegrzeczną lub co najmniej dziwną odpowiedź udzielaną mi na ostatnie pytanie, miałabym pieniądze na kilka Amouage'y. Słyszałam już, że: chcę pachnieć starą babą (Organza), "ojej taki mocny zapach, nie to nawet nie warto testować" (Womanity) i mój absolutny numer jeden: takie drogie perfumy dla takiej małolaty?!" (Eau du Soir - Sisley). Prawda, że obsługa klienta na wysokim poziomie?

Często zdarza się też, że mimo moich wyraźnych protestów, próśb o możliwość przetestowania czegoś, co faktycznie mogłoby mi się spodobać, dostaję same subtelniusie świeżaczki. Powodami takiego zachowania ekspedientek mogą być dwa następne punkty.



2. Ekspedientki nie wiedzą o czym mówią - nie oczekuje od ekspedientek znajomości piramid zapachowych, dat powstania i anegdotek o każdym zapachu, mimo to są pewne elementarne informacje, które ktoś pracujący w perfumerii powinien mieć. Jeśli zadaję pytanie, to po stokroć bardziej wolę poczekać parę minut, aż ekspedientka skonsultuje się z koleżanką, poszpera w notatkach/materiałach promocyjnych, czy zajrzy do internetu niż usłyszeć stek bzdur lub czytanie informacji z opakowania. Rozumiem, że dla kogoś, kto nie interesuje się tematem, zapamiętanie chociaż szczątkowych informacji o kilkuset zapachach jest awykonalne. Niemniej jednak, wciskanie kitu jest gorsze od przyznania się do niewiedzy. Moje ulubione przykłady branżowej ignorancji to teksty w stylu: "zostały wycofane", "nie, te perfumy nie zostały poddane reformulacji", "takie perfumy nie istnieją", "w perfumeriach internetowych sprzedaja same podróby".

Historia z życia wzięta. Poszłam sprawdzić czy Exotica by Roberto Cavalli jest już dostępna. Czas akcji: maj 2014. Pierwsze wzmianki o tych perfumach: przełom roku 2013/2014.

J: czy jest już Roberto Cavalli - Exotica. Takie jak te (tu wskazanie na całą rodzinkę - Eau De Parfum, Acqua i Nero Assoluto) tylko różowe?
E: (z niepewnością w głosie) eee nie, nie ma... A skąd pani wie, że w ogóle będzie coś takiego?
J: w magazynie dla kobiet widziałam informację, że to nowość, i że będą je Państwo mieli na wyłączność. Ponadto w internecie już od jakiegoś czasu pojawiały się wzmianki.
E: (nadal powątpiewająco) jest pani pewna?
J: w ostatni numerze Elle było napisane, że właściwie już powinny pojawiać się w perfumeriach.
E: aaaa, bo to wie pani, w gazecie coś napiszą, a my to za pół roku dostaniemy. Nic nie wiem, żeby miało się pojawić. 
J: ale to typowo letni zapach, więc chyba jednak pojawi się wcześniej...
E: jak lekki, to może coś innego pokaże z letnich nowości.
J: dziękuję, zależy mi na tych, bo kolekcję RC lubię i chciałam sprawdzić, czy Exotica też mi przypadnie do gustu.
E: to milutko, że ma pani ulubione perfumy!

Tak. A nawet jakieś 300. Exotica zaś w tej perfumerii pojawiła się tydzień później.


3. Wymóg promowania konkretnych produktów. Ok plany sprzedażowe same się nie zrealizują - kapuję. Zdzierżyć nie mogę jednak wciskania tych produktów klientom, którzy przyszli po coś zupełnie innego, ba dokładnie wiedzą, co chcą kupić.Skoro klient jest zdecydowany i zmierza z produktem do kasy, to jaki jest sens w namawianiu go na coś zupełnie innego? Najbardziej bulwersuje mnie jednak wpychanie promowanych perfum osobom, które szukają prezentu dla bliskich. Niejednokrotnie byłam świadkiem sytuacji, w której klient konkretnie określił czego szuka, jakich zapachów obdarowywana osoba używa, a ekspedientka namawiała go na zakup czegoś skrajnie innego, tylko dlatego, że była to najgorętsza nowość.


4. Brak testerów - w tej samej kategorii mieszczą się puste testery oraz oczywiście testery zepsute, ale o tym napomknę w punkcie 6. Zdarza mi się kupować w ciemno przez internet - ale od perfumerii stacjonarnej wymagałabym regularnego uzupełniania braków, a także sprawdzanie, czy zapach, który stoi na półce jest świeży/flakon jest pełen. Równie upierdliwe jest trzymanie perfum w zamkniętych gablotkach - dopraszanie się o podawanie kolejnych flakonów psuje przyjemność testowania. Pod ten wątek podepnę także ekspedientki, które nie potrafią zrozumieć, że chcę przetestować perfumy na skórze. Jasne - rozumiem, że ktoś woli najpierw na blotterku - bo jest alergikiem, bo ma nadwrażliwy węch, bo na nadgarstkach nosi własne perfumy. Warto jednak wybór pozostawić kupującemu i nie odmawiać klientom możliwości przetestowania zapachu na własnej skórze.


5. Brak próbek - kosmetyki, nie tylko perfumy, ale i kolorówka oraz pielęgnacja, to na tyle specyficzne produkty, że potrzeba wiele testów, by znaleźć trafiony krem, podkład czy zapach. Dorzucenie gratisów w postaci próbek czy miniaturek produktów, to nie tylko uprzejmy gest podziękowania ze strony perfumerii, ale także sposób na promocję kosmetyków i zachęcenie klienta do ponownych zakupów.


6. Sposób przechowywania kosmetyków - gotowane pod rozgrzanymi do czerwoności lampami, kosmetyki są narażone na szybsze zepsucie. Nie w każdej perfumerii można poprosić o produkt "z szuflady", często jesteśmy skazani na produkty prostu z mocno oświetlanych półek. Pomijam skandaliczny fakt, iż czasem zdarza się, że ktoś kupi produkt przeterminowany, zepsuty, ponieważ to bezwzględnie podlega reklamacji. Jeśli zepsuje się tester - klient zostaje po prostu wprowadzony w błąd, gdyż powącha ciecz nie mającą zbyt wiele wspólnego, zwłaszcza w pierwszych minutach, z tym jak powinny pachnieć świeże perfumy. Traci na tym nie tylko klient, ale i perfumeria, gdyż nie spotkałam się jeszcze z zepsutymi perfumami, które zachęcałyby do zakupów.

A co Was irytuje w perfumeriach stacjonarnych?