środa, 22 sierpnia 2012

Black Orchid- inaczej



Black Orchid Voile De Fleur, to jak na stajnię Toma Forda zapach mało niszowy. Nie jest może prosty w odbiorze, ale brakuje mu awangardowego pazura, z którego słynie wszechstronnie utalentowany Pan Ford. Może to właśnie było powodem wycofania BO VdF z obiegu. Piszę "może", gdyż rozmaite źródła różnie podają i brak mi pewności co do tego, czy VdF była jedynie efemeryczną limitowanką czy też po prostu słabo się sprzedawała/nie pasowała do wizji Forda.

W VdF czuć cień klasyka, ale nie są to zapachy podobne i nie sugerowałabym się sympatią do jednego przy kupnie drugiego. Klasyk jest bardziej mroczny, ciężki, zawiesisty, zaś Voile de Fleur odznacza się lekką słodyczą doprawioną przyprawami na tyle by kręciło w nosie, ale nie wystarczająco by nazwać te perfumy korzennymi. Ta trudno do zdefiniowania słodycz sprawia, że trudno znaleźć perfumy podobne do VdF, co sprawia, że jeszcze głośniej rozpaczam nad ich wycofaniem. Ideowo można je przybliżyć do Angela- niby słodko, ale w zapachu kryje się o wiele więcej. Kocham śliwkę w perfumach i bardzo, bardzo chciałabym ją wyczuć w VdF, ale na mojej skórze się nie ujawnia. Dominują nuty kwiatowe i przyprawy, a gdzieś w tle paczula, znana z klasyka, uświadamia nam, czego flanker akurat nosimy. 

Bardzo żałuję, ale na mojej skórze nie są ani długotrwałe ani nie chcą ciągnąć się za mną jak tytułowy welon. A szkoda, bo perfumy zostawiałyby za mną słodki, upajający ogon.

Rok: 2007
Twórca: David Apel
Nuty: czarna porzeczka, ylang-ylang
         wiciokrzew, lilia, gardenia, śliwka, pieprz, orchidea
         drzewo sandałowe, nuty owocowe, paczula, cynamon, wanilia, mleko, żywice